Woda Olszynka – Ireneusz Niszcz i Józef Romaniuk

DSC_6567

Firma  powstała w 1948 roku w Warszawie. Jej założycielami byli panowie Czesław Romaniuk oraz Antoni Niszcz.  Obecnie firmę prowadzą synowie założycieli – panowie Ireneusz Niszcz i Józef Romaniuk, którzy kontynuują tradycję produkcji wody i napojów nieprzerwanie od 65 lat.

O zakładzie

W okresie międzywojennym mój ojciec – Antonii Niszcz – mieszkał na Grochowie, przy ulicy Zagójskiej 27/29. Po wybuchu wojny, w 1939 roku został ranny i dla podreperowania zdrowia wyjechał na Podlasie. Tu spotkał Czesława Romaniuka, z którym się zaprzyjaźnił. Po wojnie obaj panowie przyjechali do Warszawy i w 1948 roku założyli rozlewnię wód gazowanych. Zakład mieścił się początkowo przy ulicy Zagójskiej 27/29. W 1980-tym produkcja przeniosła się na ulicę Podolską 28.

Podstawowymi produktami zawsze były oranżady i wody w syfonach. Receptury nie zmieniły się praktycznie od 1948 roku. Najpierw trzeba rozpuścić cukier, dodać substancje aromatyczne – czyli przygotować syrop – a następnie rozlać do butelek. Wodę brano na początku ze studni na Zagójskiej ale była zbyt żelazista i trzeba było ją uzdatniać. W tej chwili woda pochodzi z własnego ujęcia, które Państwowy Zakład Higieny w Poznaniu zakwalifikował jako wodę źródlaną. Pierwsze syropy przygotowywały nasze mamy – we własnych kuchniach – dopiero później zautomatyzowaliśmy produkcję.

Linia technologiczna była udoskonalana przez lata, teraz jest automatyczna i składa się z myjki tunelowej, dozownicy, saturatora, rozlewaczki 24 głowicowej, zamykarki i etykieciarki. Na tych maszynach zakład rozlewa oranżadę od 30 lat.

W okresie PRL-u należeliśmy do cechu rzemiosł spożywczych dzięki czemu mieliśmy ułatwiony dostęp do surowców.

Początkowo butelki były z tzw. pałąkami, zapinanymi na gumową uszczelkę. Dopiero później przeszliśmy na butelki z jednorazowym kapslem. Skrzynki natomiast były drewniane a nie plastikowe. Kiedyś nieprzywiązywano też wagi do etykietek. Naklejano ręcznie i nierzadko tylko na skrzynki a nie na butelki.

Dystrybucja początkowo odbywała się na piechotę w koszykach, następnie konno, na tzw. platformach a dopiero później samochodami. W okresie PRL-u samochodów trzymało się trochę więcej, żeby w momencie „przejściowych” trudności z paliwem mieć dostęp do większej ilości talonów na benzynę. Odbiorcami naszych napojów były wtedy sklepy, lokale gastronomiczne, bufety szkolne. Wtedy nie było problemów ze zbytem, towar schodził od ręki, był nawet problem, zwłaszcza latem, żeby zdążyć z produkcją. Oranżady rozwoziliśmy w promieniu 10, 20 kilometrów od zakładu. W tej chwili rozwozimy do hurtowni w województwie mazowieckim i ościennych do 150 kilometrów od Warszawy. W najlepszym okresie firmy, praca była na dwie zmiany, zatrudnialiśmy wółczas około 20 osób.

W latach 90-tych mieliśmy znacznie więcej smaków – około dwunastu. Spragnieni chcieli pić napoje o smaku kiwi, mango, marakui, brzoskwini. Teraz nastąpił powrót do smaków tradycyjnych – pomarańczowego, cytrynowego no i smaku naszej tradycyjnej oranżady.

O okolicy

Zakład usytuowany jest w otulinie rezerwatu przyrody „Olszynka Grochowska” na terenach czystych i nieskażonych przemysłem. Posiada własne ujęcie wody o nazwie „OLSZYNKA” – charakteryzującej się naturalną czystością chemiczną i biologiczną.

Konik to jeszcze nie tak dawno mógł się tu spokojnie paść, Gocław to były przecież łąki, PGR tam się znajdował. Krówki były wypasane na tych łąkach. A niedaleko Zagójskiej normalnym widokiem były pola obsiane zbożami. Piękne to były czasy i widoki.

zdjęcią: Jakub Szymczuk, tekst: Konrad Pruszyński