Nowotwór praskich płuc, czyli co grozi naszym ogródkom działkowym…

mapka

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych latach mieszkańcom Pragi Południe przyjdzie powoli dusić się spalinową chmurą, która bezlitośnie osiada na naszej praskiej niecce. Tereny ogódków działkowych na Pradze Południe są bowiem stopniowo przejmowane przez deweloperów i na ich miejscach powstają blokowiska. Największa batalia toczy się w tej chwili o grunty położone przy Alei Waszyngtona, ulicy Kinowej i alei Stanów Zjednoczonych, zaś historia z nimi związana doszczętnie niszczy wiarę w racjonalność poczynań naszych lokalnych władz.

Rodzinne Ogrody Działkowe (ROD) to wydzielone tereny wyposażone w infrastrukturę ogrodową, pełniące funkcję rekreacyjną, które dawniej zwane były Pracowniczymi ogrodami działkowymi. W Polsce takich obszarów jest aż 43 tys. hektarów, z czego 90% stanowią te położone w miastach. Chociaż szacuje się, że z użytkowania ROD cieszyć mogą się około 4 miliony Polaków, to z ich dobrodziejstw korzystamy tak naprawdę wszyscy – tereny te są bowiem klinami napowietrzającymi, dzięki którym koszmarnie zanieczyszczone powietrze w dużych miastach nadaje się jeszcze jako-tako do tego, by nim oddychać.

Wszystko zaczeło się 17 września 2003 roku, kiedy to Marek Kolarski – dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami, Geodezji i Katastru miasta st. Warszawy – podpisał decyzję, której efektem było przekazanie spółce „Projekt S“ prawa wieczystego użytkowania 32,08 ha wyżej wymienionych gruntów za opłatą 426 tys. zł. Kilkadziesiąt lat wcześniej, w lutym 1949 r., bezskutecznie starała się o to samo spółka „Nowe Dzielnice“, która przed wojną skupowała tu grunty na cele mieszkaniowe. Tak się ciekawie złożyło, że owa spółka, nieaktywna aż do 1999 roku, zdecydowała się sprzedać w tym czasie „Projektowi S“ roszczenia do tego terenu za 1 mln zł , podczas gdy jego wartość wyceniona była na ok. 142 mln, zaś dwóch członków zarządu reaktywowanych „Nowych Dzielnic“ było w momencie sprzedaży roszczeń członkami założycielami „Projektu S“, gdzie mieli połowę udziałów. De facto oznacza to po części, iż sprzedali oni roszczenia sami sobie. Co więcej, nie jest wcale pewne, że „Nowe Dzielnice“ miały prawa do tego gruntu, ponieważ księgi wieczyste, mogące to potwierdzić, były niekompletne – miały zniszczone i porwane strony. Warto też dodać, że „Nowe Dzielnice“ jako spółka belgijska na mocy porozumienia polsko-belgijskiego otrzymały już w 1975 roku odszkodowanie za utraconą nieruchomość.

Podjęta decyzja była nie tylko niekorzystna, ale także sprzeczna z obowiązującą wówczas ustawą z dnia 6 maja 1981 r., wedle której likwidacja ogrodów mogła nastapić tylko „w wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych szczególnymi potrzebami gospodarczymi lub społecznymi za zgodą Polskiego Związku Działkowców“.

Dalej było już tylko ciekawiej. W 2004 roku, Lech Kaczyński, będący wówczas Prezydentem m.st. Warszawy uchylił decyzję Marka Kolarskiego, jako „zawierającą błędy“, zaś sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa. „Projekt S“ złożyła w związku z tym skargę do Wojewówdzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) i wygrała. Naczelny Sąd Aministracyjny (NSA) w 2006 roku nie podzielił jednak opinii WSA i odesłał sprawę do ponownego rozpatrzenia. WSA i NSA nawzajem podważały swoje wyroki jeszcze przez trzy lata, kiedy w końcu 14 października 2009 roku Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie przypieczętował uchylenie decyzji z dnia 17 września 2003 roku ustanawiającej prawo do użytkowania wieczystego terenu na rzecz „Projekt S“. Uf!

Historia ta jednak nie kończy się happy-endem, ponieważ w dalszej kolejności miało mieć miejsce ponowne rozpoznanie roszczenia dekretowego, jednak prawie sześć lat po wydaniu wyroku NSA wciąż nie wiadomo, czy owo postępowanie

w ogóle miało, ma lub będzie mieć miejsce (!). Ani Polski Związek Działkowców ani sami działkowcy, pomimo usilnych prób uzyskania jakiejkolwiek informacji, nadal w związku z tym nie wiedzą, jaka jest sytuacja prawna ich własnej nieruchomości. Efektem tego jest masowe sprzedawanie za bezcen działek obszaru ROD Waszyngtona przez właścicieli, którzy boją się, że nagle zostaną tych terenów pozbawieni.

Najlepszym rozwiązaniem, by uniknąć zabudowy tych i innych terenów, byłoby stworzenie przez miasto planu zagospodarowania przestrzennego dla poszczególnych dzielnic Warszawy i umieszczenia w nim ROD jako terenów zieleni urządzonej. Dzięki temu nawet deweloper, przejmujący dany obszar, nie mógłby go zabudować. Pojawia się tu jednak problem polegający na tym, iż taki zapis oznaczałby również, iż m.st. Warszawa nie może zlikwidować takiego ogrodu – chyba że na cel publiczny, co oznaczałoby konieczność zapłaty przez Miasto odszkodowania i odtworzenia ROD. O wiele wygodniej zaś niż płacić odszkodowania – czy to działkowcom czy spółkom – jest zwyczajnie oddać te tereny pod zabudowę i wyciszyć sprawę.

Szkoda tylko, że kosztem zdrowia nas wszystkich.